Fotografia znów zagościła w bibliotece. Tym razem bez obiektywu

Zamiast sprawdzać ustawienia na ekranie, uczestnicy liczyli sekundy. Zamiast wykonywać serię zdjęć, długo szukali jednego kadru. Biblioteka Pedagogiczna w Łosicach po raz kolejny stała się miejscem spotkania ludzi, których łączy fotografia. Tym razem poznawali jedną z jej najstarszych i najprostszych technik – fotografię otworkową.

Dwudniowe warsztaty poprowadził Ryszard Karczmarski – artysta fotograf, instruktor i członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Spotkanie rozpoczęli prezeska Powiatowego Stowarzyszenia Animatorów Kultury w Łosicach Joanna Gąska, sekretarz Miasta i Gminy Łosice Łukasz Wiesner oraz kierowniczka łosickiej filii Biblioteki Pedagogicznej Anna Czerko.

– Fotografia otworkowa jest nietypowa, a przy tym wyjątkowa w swojej prostocie. Wymaga cierpliwości, skupienia i zgody na to, że na efekt trzeba poczekać. Sama z dużą ciekawością obserwowałam cały proces – od przygotowania aparatu po pojawienie się obrazu. Takie warsztaty pokazują również, że biblioteka może być miejscem nie tylko rozmowy o sztuce, ale też jej tworzenia – mówi Anna Czerko.

Zdjęcie najpierw powstało w wyobraźni

Ryszard Karczmarski przywiózł do Łosic aparaty otworkowe o różnych konstrukcjach i formatach. Nie przypominały współczesnego sprzętu fotograficznego. Nie miały obiektywów, elektroniki ani ekranów. Światło wpadało do ich wnętrza przez niewielki otwór i zapisywało obraz na materiale światłoczułym.

Prowadzący wyjaśniał zasady działania aparatów, pokazywał kasety na klisze oraz fotografie wykonane techniką camera obscura. Opowiadał również o sposobie myślenia, który stoi za fotografią otworkową. Tutaj zdjęcie najpierw trzeba zobaczyć w wyobraźni, a dopiero później ustawić aparat i rozpocząć naświetlanie.

Uczestnicy przygotowywali sprzęt, wymieniali materiał światłoczuły i obliczali czas ekspozycji. W plenerze wybierali miejsca, ustawiali statywy, sprawdzali kierunek światła i odliczali kolejne sekundy. Nie mogli od razu obejrzeć zdjęcia ani poprawić ustawień przy następnym ujęciu.

– Telefony komórkowe oduczyły nas korzystania z zegarków z sekundnikiem. A w fotografii otworkowej czas, a zwłaszcza czas naświetlania kliszy, a potem papieru światłoczułego, jest równie ważny jak samo światło. Licząc do 60, 40, 30 – im więcej słońca, tym krócej – przypomniałam sobie, jak to jest cierpliwie czekać, ale też, że ziarenka czasu cały czas przesypują się w klepsydrze życia – opowiada Aneta Abramowicz-Oleszczuk.

Jak zauważyła uczestniczka, aparaty bez obiektywów wzbudzały zdziwienie i ciekawość przechodniów.

– Wyglądały niczym pudełka na trzech nogach. Tyle że zamiast czekoladek czy śrubek miały w środku szpulki, na które zakładało się film. Nie zdarzyło się, żeby poproszona o przystanięcie przed takim pudełkiem z dziurką przechodząca akurat nieopodal osoba odmówiła „zapozowania”. Jeśli wytrwała w bezruchu plus minus minutę, będzie na zdjęciu rozpoznawalna. Jeśli nie – zaznaczy swoją obecność niczym duszek lub obłoczek dymu. Ulotny jak chwila, w której się spotkaliśmy – dodaje.

Kadr, który przywołał wspomnienia

Fotografia otworkowa skłaniała nie tylko do uważnego patrzenia, ale także do powrotów do miejsc zapisanych w pamięci. Marcin Bobryk na chwilę odłączył się od grupy i odnalazł przestrzeń, którą pamiętał z dzieciństwa.

– Dotarłem do miejsca, które pamiętałem z dzieciństwa. Poszukałem kadru, ustawiłem statyw. Na te kilkadziesiąt sekund, gdy naświetlało się zdjęcie, wróciły wspomnienia. Liczyłem sekundy w myśli, w ciszy, a ciągle miałem wrażenie, że słyszę rozmowy, śmiechy, biegającą młodzież. Czas zatrzymał się na moment – wspomina.

Każda kaseta pozwalała na wykonanie ograniczonej liczby zdjęć, dlatego następnego ujęcia nie można było wybierać przypadkowo.

– Szybko znalazłem miejsce do drugiego zdjęcia, które było ostatnim, więc kolejny kadr musiałem przemyśleć. Utrwaliłem na kliszy siebie w miejscu, w którym byłem ponad trzydzieści lat temu. Nawet nie wiem, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Może naświetlałem za długo? – mówi Marcin Bobryk.

Odpowiedź na to pytanie mogła przynieść dopiero praca w ciemni. Uczestnicy odmierzali potrzebne ilości odczynników, przeliczali ich proporcje, wywoływali oraz utrwalali fotografie, a następnie suszyli negatywy i zdjęcia. Dopiero wtedy mogli sprawdzić, jak światło zapisało wybrane przez nich kadry.

Zajęcia odbywały się w Bibliotece Pedagogicznej w Łosicach, Transgranicznym Centrum Dialogu Kultur oraz w plenerze. Były pierwszymi z dwóch warsztatów zaplanowanych w ramach projektu „LUDZIE. MIEJSCA. KSZTAŁTY – powiat łosicki w obiektywie”. Powstałe fotografie zostaną pokazane podczas wernisażu. Jego termin organizator poda wkrótce.

Kolejne warsztaty będą poświęcone technice mokrego kolodionu. Rekrutacja uczestników rozpocznie się niebawem.

Organizatorem projektu jest Powiatowe Stowarzyszenie Animatorów Kultury w Łosicach. Partnerami są Miasto i Gmina Łosice, Łosicki Dom Kultury oraz Biblioteka Pedagogiczna w Łosicach.

Zadanie publiczne współfinansowane ze środków Powiatu Łosickiego.

Fot. J. Gaska, A. Krasuski

Cookies and privacy policy

The website uses cookies for the purposes necessary for the proper operation of the site, customization of the site to individual user preferences and statistics. Disabling the storage of cookies is possible in the settings of each web browser, so that no information will be collected. If you do not agree to save information in cookies, you should leave the site.

Select the cookies you accept:
Return